Legendarna motorniczyni z Gdańska stała się ostatnio gwiazdą mediów. Często widzę ją w stacji TVN, dziś widnieje na okładce "Wprost" z podpisem "Zatrzymała tramwaj, zatrzyma Jarosława Kaczyńskiego". Im więcej kobiet w polityce, tym lepiej, zastanawiam się tylko, jaką partię wesprze Henryka Krzywonos?

Częstotliwość jej prezentacji w mediach przypomina początek karier politycznych Bożeny Łopackiej czy Lidii Staroń, pań z Warmii i Mazur. Pierwsza z nich, pogromczyni "Biedronki" z Elbląga, do Sejmu się jednak nie dostała, bo postawiła na niewłaściwą partię, SdPL. Druga - i owszem, walka ze spółdzielnią mieszkaniową "Pojezierze" doprowadziła ją na listy PO i dziś wymieniana jest jako jedna z kandydatek na prezydenta Olsztyna w najbliższych wyborach samorządowych.

Henryka Krzywonos, legenda Solidarności, również chętnie byłaby pewnie widziana na listach PO, wzorem Bogdana Borusewicza. Niektórzy komentatorzy wieszczą, że mogłaby stać się filarem "antykaczystowskiej" prawicy. Jednak tezy formułowane przez Krzywonos brzmią raczej lewicowo, jak choćby ten o konieczności realizacji postulatu sierpniowego o darmowych i łatwo dostępnych żłobkach i przedszkolach (pierwsza Solidarność zresztą była ugrupowaniem otwarcie lewicowym i dziwi mnie  fakt, że dziś jest związana z PiS). SLD z grupą dawnych działaczy PZPRR nie wydaje się odpowiednim miejscem dla pani Henryki, ale kto wie, szlak wytyczył niegdyś Andrzej Celiński, a w polskiej polityce wszystko może się zdarzyć. Zostaje jeszcze hipotetyczna partia Palikota, o ile odważy się ją założyć.

Osobiście widziałabym Henrykę Krzywonos w roli bezpartyjnej legendy Solidarności, bo praktyka pokazuje, że aktywność we współczesnej polityce zbyt często niszczy dawny wizerunek.